W 1 Samuela 13 widzimy, że Saul doszedł do ważnego momentu, jaki każdy wierzący musi kiedyś przeżyć. Jest to czas kryzysu, kiedy jesteśmy zmuszeni zdecydować czy będziemy czekać na Boga przez wiarę, czy stracimy cierpliwość i weźmiemy sprawy w swoje ręce.
Ten kluczowy moment Saula przyszedł wtedy, kiedy złowieszcze chmury wojny zebrały się nad Izraelem. Filistyni zgromadzili potężną armię konnicy, wozów żelaznych i legiony piechoty, którzy prezentowali swoją najnowszą broń. W przeciwieństwie do tego Izraelici mieli tylko dwa miecze w całej armii – jedne miał Saul i jeden jego syn Jonatan. Wszyscy inni musieli używać broni własnego pomysłu takiej jak drewniane dzidy czy proste narzędzia rolnicze.
Tydzień wcześniej Samuel ostrzegał Saula, żeby poczekał na niego w Gilgal, zanim wyruszy do walki. Prorok powiedział, że przyjdzie po siedmiu dniach, żeby złożyć Panu właściwą ofiarę.
Kiedy nadszedł siódmy dzień i Samuel nie przyszedł, żołnierze Saula zaczęli się rozchodzić. Co gorsza, król nie miał Bożego prowadzenia odnośnie walki.
Jak podszedł do tego Saul? Czy stanął mocno i ogłosił: "Nie ważne czy Saul przyjdzie po ośmiu dniach, ja będę stał na Bożym Słowie, które otrzymałem. Żywy czy martwy, będę posłuszny przykazaniu"? Nie, Saul spanikował. Pozwolił, aby okoliczności go zwyciężyły. Skończyło się na tym, że zaczął manipulować Słowo Boże. Dał polecenie kapłanowi, który był tam obecny, żeby złożył ofiarę bez Samuela i w ten sposób popełnił wielki grzech przeciwko Panu (patrz 1 Samuela 13:11-12).
Nie, Bóg się nigdy nie spóźni. Cały czas Pan znał każdy krok, jaki Samuel robił w kierunku Gilgal. On ustawił proroka na niebiańskim systemie nawigacji i wyznaczył jego przybycie co do sekundy. Samuel dotrze tam w siódmym dniu, nawet gdyby to było minutę przed północą.
Bóg się nie zmienił przez wszystkie wieki. On nadal jest zainteresowany tym, czy Jego lud jest posłuszny Jego przykazaniu: "Posłuchaj głosu Pana i nie buntuj się przeciwko Jego przykazaniom" (1 Sam. 12:15, sparafrazowany). nie ma znaczenia to czy nasze życie wymyka się spod kontroli – mamy chodzić w całkowitym zaufaniu Panu. Nawet jeżeli sytuacja wydaje się beznadziejna, nie mamy działać w strachu. Raczej mamy oczekiwać cierpliwie na Jego wybawienie tak, jak obiecał w Swoim Słowie.
Fakt jest taki, że Bóg stal koło Saula, kiedy potężna armia Filistyńska naciskała. On znał kryzys, jaki przeżywał Saul i Jego oko śledziło każdy szczegół tej sytuacji.
Nasz Bóg widzi każdy szczegół naszego kryzysu. On widzi wszystkie problemy naszego życia, które nas przygniatają. On też jest zupełnie świadomy, kiedy twoja sytuacja staje się coraz gorsza z dnia na dzień. Ci, którzy się modlą i oczekują na Niego ze spokojną wiarą, nigdy nie są w prawdziwym niebezpieczeństwie. Ponadto On zna twoje paniczne myśli: "Nie wiem jak będę mógł spłacić moje długi ... nie mam nadziei na poprawę w moim małżeństwie ... nie wiem jak będę mógł utrzymać swoją pracę..." Pomimo tego, Jego przykazanie dla ciebie jest nadal prawdą: "Nie panikuj i nie wyprzedzaj Mnie. Nie masz robić nic oprócz modlitwy – ale polegaj na Mnie. Ja uczczę każdego, kto Mi ufa."
Rozważ słowa, które Bóg dał Swojemu kościołowi: "Bez wiary nie można się Jemu podobać" (Hebr. 11:6). " Ufaj mu, narodzie, w każdym czasie, Wylewajcie przed nim serca wasze: Bóg jest ucieczką naszą!" (Psalm 62:9)."Wy, którzy się boicie Pana, ufajcie Panu! On jest pomocą i tarczą ich" (Psalm 15:11). "Zaufaj Panu z całego swojego serca i nie polegaj na własnym rozumie! Pamiętaj o Nim na wszystkich swoich drogach, a On prostować będzie twoje ścieżki!" (Przyp. Sal. 3:4-6).
Niewiara jest czymś śmiertelnym, a jej konsekwencje są tragiczne. Jesteśmy narażeni na poważne konsekwencje, jeżeli sami próbujemy wyplątać się z naszych doświadczeń, zamiast zaufać Bogu, że On nas przeprowadzi.
Boże przykazanie, aby miłować naszych wrogów może się wydawać jak gorzkie, niesmaczne lekarstwo. Ale tak jak musiałem połykać w mojej młodości olej rycynowy, jest to lekarstwo, które leczy.
Jezus mówi bardzo wyraźnie: " Słyszeliście, iż powiedziano: Będziesz miłował bliźniego swego, a będziesz miał w nienawiści nieprzyjaciela swego. A Ja wam powiadam: Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują" (Mateusz 5:43-44).
Czy Jezus podważał tu Zakon? Absolutnie nie. Odwracał tylko ducha ciała, który wkradł się do zakonu. W tamtym czasie Żydzi kochali tylko Żydów. Żydowi nie wolno było się witać z Poganami, ani nawet pozwolić, żeby jego szata otarła się o szatę kogoś z zewnątrz. To jednak nie był duch Zakonu. Zakon był święty i pouczał: "Jeśli łaknie twój nieprzyjaciel, nakarm go chlebem, a jeśli pragnie, napój go wodą, bo wtedy węgle rozżarzone zgarniesz na jego głowę, a Pan ci odpłaci" (Przyp. Sal. 25:21-22).
Możemy nienawidzić niemoralnych czynów tych, którzy rządzą. Możemy nienawidzić grzechów homoseksualistów, aborcjonistów i nienawidzących Chrystusa. Ale Pan nam daje przykazanie, abyśmy ich miłowali jako ludzi, za których Jezus umarł. Daje nam również przykazanie, żebyśmy się o nich modlili. Jeżeli kiedykolwiek pogardzam człowiekiem zamiast grzechem tej osoby, to nie reprezentuję we właściwy sposób Chrystusa.
Byłem świadkiem parady homoseksualistów tu na piątej alei w Nowym Jorku. Dwieście pięćdziesiąt tysięcy gejów, wielu z nich na wpół nagich, niektórzy nieśli transparenty z napisem "Bóg jest gejem." Widziałem jak wybiegali z szeregu i atakowali chrześcijan, którzy nieśli transparenty z napisem: "Bóg nienawidzi waszych grzechów, ale was kocha."
We mnie palił się gorący gniew. Chciałbym ściągnąć na nich ogień Sodomy. Ale kiedy się zastanowiłem, powiedziałem sobie tak: "Jestem jak ci uczniowie, którzy chcieli ściągnąć ogień z nieba, żeby spalił tych, którzy odrzucali Jezusa."
Mówię – homoseksualizm jest grzechem! Tak samo jak cudzołóstwo. Tak samo jak gorycz i nieprzebaczenie.
Miłujcie swoich wrogów! Miłujcie tych agresywnych grzeszników? Módlcie się za nimi? Błogosławcie tych, którzy was przeklinają?
Dokładnie tak powiedział Jezus!
Więc czyńcie to!
Daniel był człowiekiem innego rodzaju, który mówi o złamaniu: " I zwróciłem swoje oblicze na Pana, Boga, aby się modlić, błagać, w poście, we włosiennicy i popiele. Modliłem się więc do Pana, mojego Boga i wyznawałem"(Daniel 9:3-4). Z kolei Daniel potrafił rozpoznać czasy, ponieważ znał serce Boga."Ja, Daniel, zwróciłem uwagę w księgach na liczbę lat, które miały upłynąć według słowa Pana do proroka Jeremiasza" (Daniel 9:2).
W jaki sposób Daniel wszedł na tę ścieżkę złamania, wiedzy i rozpoznania? Rozpoczęło się to od studiowania Słowa Bożego. Daniel pozwolił, aby Słowo Boże przeniknęło go całkowicie. Często go cytował, ponieważ zachował Go w swoim sercu. "Tak, jak jest napisane w Zakonie..." (Daniel 9:13)
W rozdziale 10 ten bogobojny prorok otrzymał wizję Chrystusa: "A gdy podniosłem oczy i spojrzałem, oto był mąż, ubrany w szatę lnianą, a biodra miał przepasane pasem ze złota z Ufas. ...oblicze jego jaśniało jak błyskawica, a oczy jego jak pochodnie płonące, ... a dźwięk jego głosu był potężny jak wrzawa mnóstwa ludu" (10:5-6).
Zachęcam cię, nastaw swoje serce na szukanie Boga z całą pilnością i determinacją. Potem podejdź do Słowa Bożego z coraz większą miłością i pragnieniem. Módl się z postem o złamanego ducha, aby odebrać Jego brzemię. W końcu wyznaj i odrzuć wszystko, co przeszkadza Duchowi Świętemu w otwarciu błogosławieństw nieba dla ciebie. Droga "innego rodzaju człowieka" jest otwarta dla każdego. Czy pójdziesz nią?
Takie chodzenie sprowadza Boże dotknięcie. Daniel składał świadectwo: "Lecz oto dotknęła mnie jakaś ręka i podniosła mnie tak, że oparłem się na kolanach i na dłoniach" (Daniel 10:10). To słowo dotknęła mnie tutaj oznacza "szybko uchwycić." Daniel mówił: "Kiedy Bóg położył Swoją rękę na mnie, to upadłem na twarz. Jego dotyk pobudził mnie do szukania Go wszystkim co jest we mnie."
Tak się dzieje za każdym razem, kiedy Bóg dotknie czyjegoś życia. Ta osoba pada na kolana i staje się mężem czy niewiastą modlitwy, którzy szukają Pana.
Często się zastanawiałem dlaczego Bóg dotyka tylko niektórych ludzi swoją mocą. Dlaczego niektórzy słudzy stają się głodnymi poszukiwaczami Pana, podczas gdy inni wierni ludzie idą swoją drogą? Słudzy, którzy doświadczyli Bożego dotknięcia, mają intymną relację z Panem. Otrzymują objawienie z nieba. Radują się taką społecznością z Chrystusem, jakiej niewielu doświadcza.
Dlaczego Bóg położył swoją rękę na Danielu i dotknął go w taki sposób? Dlaczego ten jeden człowiek potrafił widzieć i słyszeć to, czego nikt inny nie widział? Mówi on: "Tylko ja, Daniel, widziałem to zjawisko, a mężowie, którzy byli ze mną, nie widzieli tego zjawiska" (Daniel 10:7).
Bóg potrzebował głosu, żeby przekazywać Swoje poselstwo. Potrzebował modlącego się sługi, kogoś, kto by wiernie odpowiadał na Jego wezwanie. Daniel był takim człowiekiem. Modlił się wiernie trzy razy dziennie. Teraz, kiedy chodził wzdłuż rzeki, Chrystus mu się objawił (zobacz Daniel 10:7-9)
Bóg uczynił Daniela swoimi ustami ponieważ: 1. Daniel nigdy nie zawiódł w modlitwie 2. Daniel bolał nad duchowym zepsuciem w społeczeństwie i w kościele (zobacz Daniela 9 rozdział. 3. Daniel nie trzymał ani nie ukrywał grzechu (Daniel 9:4-5).
Niektórzy zostali zbawieni wiele lat temu, niektórzy może rok, a niektórzy miesiące czy tygodnie. To wspaniałe być zbawionym od grzechu. Stare rzeczy przemijają, a wszystko się staje nowym. Tak się ciesze, że jesteś zbawiony.
Ale żeby być dobrym żołnierzem w służbie naszego Pana Jezusa Chrystusa, nie wystarczy być zbawionym. Jest dla ciebie o wiele więcej! Potrzebujesz być ochrzczony Duchem Świętym. "Rzekł do nich: Czy otrzymaliście Ducha Świętego, gdy uwierzyliście? A oni mu na to: Nawet nie słyszeliśmy, że jest Duch Święty" ( Ap. 19:2). Ci ludzie byli zbawieni, ale jest oczywiste, że nie byli napełnieni, czy ochrzczeni Duchem Świętym.
Wierzę, że jesteśmy zbawieni poprzez moc i służbę Ducha Świętego. Ale Pismo mówi nam, że do tego jest jeszcze chrzest, czy napełnienie, przejęcie nas w posiadanie przez Ducha Świętego!
Sam Jezus nie wysyłał swoich uczniów i naśladowców do świata dotąd, aż zostali ochrzczeni Duchem Świętym. Na pewno Jego uczniowie mieli czyste serca. Mieli wiarę do uzdrawiania chorych, do wypędzania demonów. Mieli Słowo Pana i już głosili Chrystusa i zdobywali dla Niego ludzi. Byli świadkami Jego zmartwychwstania. Czy może być coś więcej? Oni byli gotowi umrzeć za Jezusa! Czy ich miłość do Niego nie była wystarczająca, żeby ich wysłać do świata, aby wykonywali Jego dzieła?
Kochani, to nie było wystarczające!Widzimy wyraźnie, że było coś więcej. "Ale weźmiecie moc Ducha Świętego, kiedy zstąpi na was, i będziecie mi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi" (Dz. Ap. 1: 8).
Czy naprawdę chcesz Ducha Świętego? Czy chcesz, żeby zstąpił na ciebie i ochrzcił cię ogniem? Musisz być przekonany, że to jest dla ciebie. Musisz dojść do miejsca, w którym będziesz wiedział, że jesteś niczym, nie masz nic i nic nie możesz zrobić bez mocy i prowadzenia Ducha Świętego.
Musisz wiedzieć, że On nadal chrzci, nadal zstępuje na wierzących i bierze w posiadanie ich ciała! "Upamiętajcie się i niechaj się każdy z was da ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie dar Ducha Świętego. Obietnica ta bowiem odnosi się do was i do dzieci waszych oraz do wszystkich, którzy są z dala, ilu ich Pan, Bóg nasz, powoła" (Dz. Ap. 2:38-39).
Każdej godziny, każdego dnia tłumy ludzi na całym świecie są chrzczone Duchem Świętym! Czytali tę obietnicę w Biblii, albo słyszeli jak to było zwiastowane. Dlatego wołali, przyjmowali obietnicę i zostali ochrzczeni!
Chrzest jest szczególnie dla tych, którzy żyją w ostatecznych dniach. "I stanie się w ostateczne dni, mówi Pan, że wyleję Ducha mego na wszelkie ciało ... Wyleję w owych dniach Ducha mego" (Dz. Ap. 2:17-18). Wystarczy poprosić, żeby otrzymać: "O ile bardziej wasz Ojciec niebiański da Ducha Świętego tym, którzy proszą" (Łukasz 11:13).
Bóg chce, żebyś żył i chodził w Duchu. Nie powinieneś biegać, żeby znaleźć kogoś innego, aby zaspokoił potrzebę człowieka. Jesteś powołany, aby wypowiadać Słowo Boże tak jak Duch pobudza, wkładać ręce na chorych i wypędzać demony tak, jak to robili apostołowie. Wszyscy jesteśmy powołani, aby być świadkami, którzy są pełni mocy Ducha Świętego!
Jeżeli Chrystus panuje jako najwyższy autorytet nad Swoim królestwem, a my jesteśmy Jego poddanymi, to nasze życie musi być kierowane przez Niego. Co to dokładnie znaczy być kierowanym przez Jezusa?
Według słownika, oznacza to prowadzenie, kierowanie, kontrolowanie działania i zachowania tych, którzy podlegają temu autorytetowi. Krótko mówiąc, Jezus musi mieć kontrolę nad wszystkimi naszymi czynami i zachowaniem, włączając w to każdą myśl, słowo i czyn.
Jezus również panuje nad narodami świata. Biblia mówi nam: „ Panuje w mocy swej na wieki. Oczy jego patrzą na narody, Aby nie powstawali przeciwko niemu buntownicy” (Psalm 66:7). „Pan na niebiosach utwierdził swój tron, a królestwo jego panuje nad wszystkim” (Psalm 103:19).
Nie dajcie się oszukiwać – nasz kraj nie jest rządzony przez Republikanów, Demokratów czy inne ludzkie władze. Nie jest też kontrolowany przez Wall Street czy wielkie jednostki finansowe. Żadna siła, ziemska czy nadprzyrodzona nie rządzi Ameryką czy jakimś innym narodem. Tylko Bóg tym kieruje. On siedzi jako Król królów i Pan panów i panuje nad wszelkim stworzeniem ze Swojego niebiańskiego tronu.
W całej Ameryce widzimy straszne zepsucie moralne, rozwój okultyzmu, szerzące się dewiacje seksualne i szalejący „bez skrępowania” ateizm. Niektórzy chrześcijanie boją się, że hordy piekła powoli przejmują nasz naród i ustanawiają szatańskie królestwo ciemności.
Nie musimy sie martwić. Izajasz zapewnia nas: „Pan złamał laskę bezbożnych, berło tyranów...
O, jakże spadłeś z nieba, ty, gwiazdo jasna, synu jutrzenki! Powalony jesteś na ziemię, pogromco narodów! A oto strącony jesteś do krainy umarłych, na samo dno przepaści. Ci, którzy cię widzą, spoglądają na ciebie, przypatrują ci się uważnie: Czy to jest ten mąż, który był postrachem ziemi, trząsł królestwami? „ (Izajasz 14:5, 12, 15-16).
Kochani, nasz Bóg nie obawia się szatana ani troszkę. On się nie dręczy tym, co my widzimy jako zło, które opanowuje nasz naród. Na jedno słowo z ust Pana szatan zniknie na zawsze i będzie dręczony przez całą wieczność. Dlatego nie mamy się bać złego.
Bóg nie panuje w żadnym innym królestwie tak niepodzielnie i potężnie, jak w Swoim własnym królestwie – tym, które ustanowił w sercach swojego ludu.
Jezus powiedział: „Oto królestwo Boże jest wpośród was” (Łukasza 17:21). Właśnie w tym królestwie – sferze naszych serc – Chrystus panuje jako najwyższy nad swoim ludem, prowadzi nas, uzdrawia, kieruje naszym działaniem i zachowaniem.
„Potężna będzie władza i pokój bez końca” (Izajasz 9:6). Ten werset mówi o nieskończonym panowaniu Jezusa przez całą wieczność. Tak, to ma też inne ważne znaczenie: musimy zawsze zwiększać nasze poddanie pod panowanie naszego Króla.
Czy możesz uczciwie powiedzieć, że dzień po dniu panowanie Jezusa nad tobą się zwiększa? Czy twoje zachowanie jest coraz bardziej poddane pod Jego autorytet?
Może zastanawiasz się – jeżeli Jezus jest w niebie i panuje w całym autorytecie po prawicy Ojca, to w jaki sposób sprawuje rządy w Swoim królestwie na ziemi? Odpowiedź znajdujemy w Liście do Hebrajczyków. Autor mówi nam, że w Starym Testamencie Bóg przemawiał do swojego ludu poprzez proroków, ale dzisiaj Pan zdecydował się przemawiać przez Swojego Syna (zobacz Hebr. 1:1-2).
Jezus jest wyrażeniem Bożego poselstwa dla nas - boskim Słowem, które stało się ciałem. Z kolei Ojciec posłał Ducha Świętego dla nas, aby nam przypominał Słowa Jezusa, które mówił będąc na ziemi. Tak więc Jezus rządzi nami poprzez zapisane, objawione Słowo Boga. Biblia jest berłem naszego władcy, poprzez które On oznajmia nam Swoje Słowo.
Jeżeli chcesz posłuchać świadectwa człowieka, którym kierowało zapisane Boże Słowo, to możesz to znaleźć w Psalmie 119:11: „W sercu moim przechowuję Słowo Twoje, abym nie zgrzeszył przeciwko Tobie.” (Zobacz też wersety 123,133,162).
W Efezjan 4:31 Paweł wymienia rzeczy, które musimy usunąć z naszego życia, jeżeli mamy wzrastać w łasce Chrystusowej. „Wszelka gorycz i zapalczywość, i gniew, i krzyk, i złorzeczenie niech będą usunięte spośród was wraz z wszelką złością.”
Nie pozwólmy sobie przejść do porządku dziennego nad tymi sprawami z listy Pawła. Apostoł mówi, że zdecydowanie musimy stawić czoła tym rzeczom, jeżeli mamy wzrastać w łasce. Jeżeli zignorujesz te ważne sprawy, jakie Paweł tu wymienia, to zasmucisz Ducha Świętego. Twój wzrost będzie zahamowany i skończysz jak duchowy żyjący trup.
Pierwsze trzy pozycje na liście Pawła – gorycz, zapalczywość i gniew - są łatwe do zrozumienia. Gorycz jest to odmowa pozostawienia starych ran czy przebaczenia zła z przeszłości. Zapalczywość jest to taka twierdza urazy połączona z nadzieją na odwet. Gniew jest to rozjątrzanie – albo szybki wybuch lub powolne rozpalanie oburzenia w stosunku do kogoś. Złorzeczenie są to słowa, które burzą – jest to odwrotność budowania kogoś czy wypowiadania słów budujących; złorzeczenie jest złośliwe, raniące.
Krzyk jest to nagły wybuch z powodu niczego – niepotrzebna awantura, głośny hałas z byle powodu. Wywołujemy krzyk, kiedy robimy coś wielkiego z czegoś nic nie znaczącego, albo wywołujemy scenę, zamiast starać się pomóc czy uleczyć.
Ostatnia pozycja na liście Pawła to złośliwość. Złośliwość jest to pragnienie oglądania czyjegoś cierpienia. Dla wielu chrześcijan złośliwość oznacza nadzieję, że Bóg ukarze kogoś, kto ich zranił. Jest to diabelski duch i jest zazwyczaj ukryty głęboko w sercu.
Kiedy Paweł powiada „Usuńcie te złe rzeczy spośród siebie”, to nie ma na myśli jakiego szybkiego załatwienia sprawy. Opisuje raczej proces – sprawę wzrostu, który wymaga czasu. Czasami możemy zawieść w pozbywaniu się tych złych rzeczy. Ale jeżeli szybko pokutujemy i staramy się pojednać z daną osobą, to z czasem te sprawy zbledną.
Nasz wzrost w łasce może być wybuchowy, kiedy staramy się budować tych, którzy nas umartwiają.
„ Niech żadne nieprzyzwoite słowo nie wychodzi z ust waszych, ale tylko dobre, które może budować, gdy zajdzie potrzeba, aby przyniosło błogosławieństwo tym, którzy go słuchają. A nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego” (Efezjan 4:29-30). Słowo, którego używa tutaj Paweł na określenie budowania oznacza „budującego dom.” To słowo z kolei pochodzi ze słowa podstawowego, które oznacza „budować.” Krotko mówiąc, każdy, kto buduje, buduje dom Boży, czyli kościół.
Paweł mówi nam tu trzy ważne rzeczy na temat słów, które wypowiadamy:
1. Mamy używać słów, aby budować Boży lud.
2. Mamy używać słów, aby błogosławić innym.
3. Jest możliwe, że naszymi słowami możemy zasmucać Ducha Świętego.
Czuję się osądzany, kiedy czytam historie życia niektórych z tych duchowych olbrzymów z przeszłości. Ci bogobojni mężczyźni i niewiasty mieli niebiański zmysł zanurzony w Bożym Słowie, w częstej modlitwie i interesowało ich wzrastanie w łasce. Co mnie najbardziej uderza w życiu tych ludzi, to nie tylko ich oddanie Chrystusowi, czy intensywność ich modlitw, ale też Boży owoc, jaki te rzeczy w nich wytwarzały. Ponadto odkryłem wspólną nić wśród tych duchowych olbrzymów: ich główna uwaga była poświęcona wzrastaniu w łasce czystego serca, z którego pochodziły ich święte słowa. „Gdyż z obfitości serca usta mówią” (Mat. 12:34).
Wzrastam w łasce, kiedy decyduję się żyć dla innych, a nie samego siebie. Ten wzrost w łasce musi się rozpoczynać w moim domu, poprzez pokazanie mojemu współmałżonkowi i moim dzieciom coraz większego podobieństwa do Chrystusa. Mój dom musi się stać polem doświadczalnym, gdzie wszystkie problemy, wszystkie nieporozumienia są przezwyciężane przez moją gotowość zrezygnowania z „moich wysiłków, że zawsze muszę mieć rację”
To, że nie muszę mieć „racji” pomogło mi cieszyć się mocą Bożej łaski tak, jak nigdy przedtem. Wszystkie argumenty, wszystkie tak zwane „racje” znikają, kiedy staramy się budować jedni drugich, zamiast starać się wygrywać w jakichś głupich sporach.
Wzrastajmy - w łasce.
Kiedy czytam o dokonaniach mężów Bożych Starego Testamentu, to moje serce płonie. Ci słudzy nieśli takie brzemię dla Bożego imienia, wykonywali potężne dzieła, że zadziwiają nadal większość wierzących dzisiaj.
Ci święci w dawnych czasach byli jak skała, odrzucając możliwość jakiegokolwiek działania bez Słowa od Boga. Nieraz płakali całymi dniami bolejąc nad stanem upadku w Jego domu. Odmawiali jedzenia, picia czy mycia swoich ciał. Wyrywali sobie pęki włosów z głowy i brody. Prorok Ezechiel nawet leżał na jednym boku na ulicach Jerozolimy przez 390 dni, ustawicznie ostrzegając przed nadchodzącym sądem Bożym (Ezechiel 4).
Zastanawiam się skąd ci święci brali duchowy autorytet i siłę, do czynienia tego co czynili? To byli ludzie innego pokroju, sługami o zupełnie odmiennym charakterze od tych, których widzimy obecnie w kościele. Ja osobiście nie jestem w stanie porównać się z nimi i ich życiem duchowym. Wiem, że zupełnie taki nie jestem. I nie znam żadnego chrześcijanina, który taki jest.
Jest to coś, co mnie niepokoi. Biblia mówi, że dokonania tych ludzi` są zapisane jako lekcje dla nas: „A wszystko na tamtych przyszło dla przykładu i jest napisane ku przestrodze dla nas, którzy znaleźliśmy sie u kresu wieków” (1 Kor. 10:11). Ich przeżycia mają być dla nas przykładem tego, jak poruszyć Boże serce, lub jak przywieść upadły lud do pokuty.
Czy zatem ci święci stanowili specjalny gatunek? Czy byli supermenami z ustalonym wcześniej życiorysem, wyposażonymi w ponad naturalne siły, nieznane naszemu pokoleniu? Nic podobnego. Biblia podkreśla, że nasi bogobojni poprzednicy byli takimi ludźmi jak my, poddanymi tym samym pokusom ciała (por. Jakuba 5:17). Właściwie ich historie są dla nas przykładem do naśladowania. W ich charakterze było coś takiego, co spowodowało, że Bóg położył na nich Swoją rękę. Dlatego wybrał właśnie ich, aby osiągali Jego cele. Zachęca nas też, abyśmy starali się o taką samą jakość charakteru, jaki mieli oni.
Ezdrasz był mężem Bożym, który przebudził cały swój naród. Pismo mówi, że Ezdrasz był człowiekiem, na którym spoczywała Boża ręka. Ezdrasz zaświadczył: „Ręka Pana mojego Boga była nade mną” (Ezdrasza 7:28). Innymi słowy,Bóg wyciągnął rękę, ogarnął Ezdrasza i przemienił go w całkiem innego człowieka.
Dlaczego Bóg miałby tak postąpić z tym człowiekiem? W Izraelu tamtych czasów były setki uczonych w Piśmie. Wszyscy oni mieli to samo powołanie do studiowania i objaśniania Słowa Bożego ludziom. Co wyróżniało Ezdrasza spośród nich? Co sprawiało, że Bóg położył na nim Swoją rękę i dał mu ponad 5.000 ludzi do odbudowy zrujnowanego miasta Jerozolimy?
Pismo daje nam odpowiedź: „Ezdrasz bowiem postawił sobie za cel zbadać zakon Pański i wprowadzić go w czyn.” (Ezdr. 7:10). To proste – Ezdrasz podjął świadomą decyzję. Postanowił ponad wszystko inne szukać Bożego Słowa i być mu posłusznym.. Nie próbował uchylać sie od tego postanowienia. Powiedział sobie: „Będę zgłębiał Słowo i wcielał je w czyn.”
Na długo zanim Bóg położył swoją rękę na Ezdraszu, ten człowiek był pilny w badaniu Pisma. Pozwalał, aby Ono go sprawdzało, obmywało i oczyszczało z wszelkiego brudu ciała i ducha. Ezdrasz pragnął zgłębiać Pisma i radował się z nich. Pozwalał, aby Pisma przygotowywały jego serce do wszelkiego dzieła, do jakiego Bóg go zechce powołać. Dlatego Bóg położył swoją rękę na Ezdraszu i namaścił go.
Słyszeliście o siłach specjalnych Armii Amerykańskiej – wysoko wyszkolonej armii w armii, elitarnej jednostce oddanych tej sprawie żołnierzy. Siły specjalne składają się w całości z ochotników, wojowników, którzy zostali zauważeni i wybrani przez swoich zwierzchników.
Przed wojną w Afganistanie Osama Bin Laden powiedział, że żołnierze Amerykańscy są słabi, tchórzliwi i nie są przeszkoleni do walki w górach. Przepowiedział, że Talibowie wyślą siły Amerykańskie do domu w hańbie, ale nie brał on pod uwagę Amerykańskich Sił Specjalnych. Ta nieustraszona jednostka zaatakowała Afganistan siłą zaledwie 2.000 żołnierzy. W ciągu kilku dni zlokalizowały one warownie wroga.
Ja wierzę, że Bóg czyni coś podobnego w sferze duchowej. Podczas modlitwy Duch Święty dał mi taką myśl – Bóg prowadzi tajne działania w okręgach niebiańskich. Powołuje armię w armii, sprawdzając regularne oddziały, aby ukształtować elitarną jednostkę ochotników. Ten oddział specjalny składa się z wojowników, których On może dotknąć i pobudzić do walki z wrogiem. W Biblii mamy taki obraz specjalnej milicji Saula. Słowo mówi nam: „A szli z nim rycerze, których serca Pan poruszył” (1 Sam.10:26).
Boże siły specjalne obejmują ludzi młodych, ludzi w średnim wieku, nawet starszych. Szkolili się oni w ukrytej komorze modlitwy. Ich intymna społeczność z Jezusem nauczyła ich walczyć. Teraz wiedzą jak prowadzić walkę na płaszczyźnie duchowej, czy to w górach czy w dolinach.
Boża armia w armii jest w każdym narodzie. Ich działanie może obecnie być niewidoczne, ale wkrótce zobaczymy ich dzieła w imieniu i mocy Chrystusa. Boże Słowo rozchodzi się i kończy się głód. Pan zwycięży. Jego Słowo zwycięży wszystko.
„ Lud tych, którzy znają swojego Boga, umocni się i będą działać” (Daniel 11:32).
„Ci, którzy ufają Panu, nabierają siły, wzbijają się w górę na skrzydłach jak orły, biegną, a nie mdleją, idą, a nie ustają” (Izajasz 40:31).
Domaganie się mocy, która jest w imieniu Chrystusa to nie jest jakaś skomplikowana, ukryta teologiczna prawda. W swojej bibliotece mam książki napisane tylko na temat imienia Jezus. Autorzy napisali je, aby pomóc wierzącym zrozumieć głębokie implikacje ukryte w imieniu Chrystusa. Jednak większość tych książek jest tak "głęboka," że wychodzą one ponad głowy czytelników.
Ja wierzę, że prawda, którą mamy znać na temat imienia Jezus jest tak prosta, że nawet dziecko ją może zrozumieć. Jest ona po prostu taka: Kiedy zanosimy prośby w imieniu Jezusa, mamy być zupełnie przekonani, że jest to tak, jakby sam Jezus prosił Ojca. Zapytasz: czy to może być prawdą? Pozwól, że to wyjaśnię.
Wiemy, że Bóg kochał Swojego Syna. Rozmawiał z Jezusem i uczył Go podczas Jego pobytu na ziemi. Bóg nie tylko słuchał, ale odpowiadał na każdą prośbę Swojego Syna. Jezus o tym świadczył, mówiąc: "On mnie zawsze wysłuchuje." Mówiąc krótko, Ojciec nigdy nie odmówił prośbie Swojego Syna.
Dzisiaj wszyscy, którzy wierzą w Jezusa są przyodziani w Jego synostwo. Ojciec niebiański przyjmuje nas tak intymnie jak przyjmuje Swojego Syna. Dlaczego? Jest tak dzięki naszej duchowej jedności z Chrystusem. Poprzez Jego ukrzyżowanie i zmartwychwstanie Jezus uczynił nas jedno ze Swoim Ojcem. "Aby byli jedno tak jak Ty Ojcze we mnie a Ja w Tobie, aby i oni byli jedno w nas. Ja w nich a Ty we Mnie" (Jana 17:21-23).
Prosto mówiąc, jesteśmy teraz rodziną - jedno z Ojcem i jedno z Synem. Zostaliśmy zaadoptowani z pełnymi prawami dziedzictwa, jakie posiada każde dziecko. To znaczy, że wszelka moc i bogactwa nieba zostały udostępnione dla nas poprzez Chrystusa.
Modlitwa się "w imieniu Jezusa" to nie jest jakiś wzór. Nie jest to zwrot, który ma moc w samych słowach. Moc jest w wierzeniu, że Jezus bierze naszą sprawę i przedstawia ją Ojcu na podstawie Swoich zasług. On jest adwokatem – on prosi za nas. Moc jest w pełnym zaufaniu, że Bóg nigdy nie odmówi Swojemu Synowi, a my jesteśmy beneficjentami całkowitej wierności Ojca w stosunku do Syna.



ShareThis